Polska-Izrael: Rywalizacja o status ofiary

23 lutego 2018

27012018_Auschwitz_004_fotPM

Wielu Izraelczyków postrzega Polskę jako kłopotliwego partnera. Dlaczego Niemcy kojarzą im się przede wszystkim z mercedesem, za to Polska z Holokaustem? – pisze historyk i politolog.

Z przeszłością nie ma żartów. Wprawdzie nie da się jej już zmienić; każdy ma o niej inne, niejednokrotnie mgliste i subiektywne wyobrażenie; ale w kwestiach spornych tnie ostrzej niż miecz. Dotyczy to również sporu dotyczącego ustawy o „polskich obozach zagłady”. Początkowo spór toczył się na linii Polska – Izrael, potem krytycznie na ten temat wypowiedziały się Stany Zjednoczone i Ukraina, ważni partnerzy Polski. W międzyczasie swoje zdanie wyrazili również niemieccy politycy, a światowe media szczegółowo relacjonują całą dyskusję. Chodzi tutaj przede wszystkim o fragment ustawy, która weszła w życie pod koniec lutego, zgodnie z którym każdy, kto (również za granicą) „wbrew faktom będzie publicznie przypisywać narodowi polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialność bądź współodpowiedzialność za zbrodnie nazistowskie, popełnione przez III Rzeszę Niemiecką”, będzie zagrożony karą grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech.

NADUŻYCIA POLITYKÓW

Debata jest zacięta nie tylko ze względu na samą tematykę; w co najmniej dwóch krajach przyczyną wysokiej temperatury dyskusji jest również polityka wewnętrzna. Fakt, że „obrona naszego honoru przed wrogami z zewnątrz” wywołuje w Polsce efekt oblężonej twierdzy, jest powszechnie znany i mile widziany przez rząd. W Izraelu natomiast aspirujący polityk opozycyjny Yair Lapid od samego początku uderzał w najostrzejsze tony. „Wspomnienia o zamordowanych to nie karta przetargowa”, stwierdził, „a projekt tej ustawy powinien zostać zakopany w polskiej ziemi, przesiąkniętej żydowską krwią”. Na Twitterze napisał ponadto: „Moja babcia została zamordowana w Polsce przez Niemców i Polaków. Nie potrzebują od Was edukacji o Holokauście”. Wkrótce jednak pojawiły się wokół jego słów wątpliwości. Zamordowana przez Niemców i Polaków – co dokładnie miał na myśli? Spytany ponownie Lapid odpowiedział, że jego prababcia została pojmana w swoim domu w Serbii (nie w Polsce), deportowana przez Niemców do Auschwitz i tam zamordowana. Cała reszta to insynuacje. Czyżby więc obóz zagłady w Auschwitz był jakąś niemiecko-polską spółką?

Takie pytania są uzasadnione, kiedy jakiś polityk powołuje się publicznie na swoich przodków. Podobnie jak zasadne było pytanie przewodniczącej Związku Wypędzonych w Niemczech Eriki Steinbach o jej ojca, który bynajmniej nie został wypędzony, lecz delegowany przez Niemców z terenu Zachodnich Niemiec do Polski jako żołnierz okupanta. Takie pytania (i odpowiedzi na nie) nic już nie zmienią w biegu wielkiej historii. Ale wskazują na niejasne, niezgodne z prawdą albo bardzo subiektywne sposoby jej postrzegania. Te zaś odgrywają istotną rolę w trójkącie delikatnych zależności pomiędzy Polską, Niemcami a Izraelem. Wprawdzie Izrael utrzymuje poprawne i bliskie relacje z oboma krajami, czego wyrazem już od lat jest format wspólnych konsultacji międzyrządowych. W ostatnim czasie około 20 tys. obywateli Izraela otrzymało polskie paszporty – między innymi również po to, by uzyskać paszport UE. Dlaczego więc tak wielu Izraelczyków postrzega Polskę jako kłopotliwego partnera, dlaczego Niemcy kojarzą im się przede wszystkim z mercedesem, Polska zaś z Holokaustem?

ZMIANA PERCEPCJI

Izraelski historyk Mosche Zimmermann, potomek niemieckich Żydów, już wiele lat temu próbował doszukać się w tym sensu. Wczuwając się w położenie „Polaków”, doszedł do następującego spostrzeżenia: jeśli Izraelczycy przypisują Polsce współodpowiedzialność za Holokaust, wówczas „wydaje się, jakby bezwzględna ofiara, Żydzi, zamieniała inną ofiarę, Polaków, w oprawców. Można przy tym odnieść wrażenie, że pamięć o prawdziwych oprawcach ulega relatywizacji. W tym miejscu następuje zderzenie dwóch kolektywnych, niejako rywalizujących ze sobą sposobów postrzegania ofiar, z których obydwa mają bogatą tradycję”. Dla Polski ten przymusowy udział w „rywalizacji o status ofiary” z Izraelem musi być wręcz frustrujący, pisał Zimmermann w owym artykule dla niemieckiej gazety.

Bynajmniej nie były to tylko spekulacje historyka: Zimmermann zacytował wypowiedzi izraelskiej młodzieży, która właśnie wróciła z wyjazdu do Auschwitz-Birkenau.

Młodzi Izraelczycy wrócili przekonani, że Polska jest „największym żydowskim cmentarzem na świecie”; Żydzi jednak przynajmniej bronili się przed Niemcami, podczas gdy polska armia „skapitulowała bez walki”.
Odwiedzający, którzy po terenie obozu poruszają się zwykle w odosobnionych grupach i poza Auschwitz nie oglądają (ani nie chcą obejrzeć) nic więcej, mieli po powrocie gorszy obraz Polski niż przed wyjazdem. W ich głowach nastąpiło „zniesienie linii podziału pomiędzy przeszłością a teraźniejszością”. Także historyk Abraham Azili stwierdził, że po takich wyjazdach niechęć Izraelczyków przenosiła się często z Niemców na Polaków.

DUCH ANTYSEMITYZMU

To są właśnie skutki straszliwych wydarzeń XX wieku: wiele dóbr kulturowych Polski definitywnie zaginęło, zaś „najpopularniejszym muzeum” w całym kraju jest dziś obóz zagłady. Liczba odwiedzających Auschwitz-Birkenau rośnie z roku na rok: w 2017 roku było ich 2,1 mln, w tym 83 tys. Izraelczyków. Najczęściej muzeum odwiedzali oczywiście Polacy, po nich zaś Brytyjczycy, Amerykanie, Włosi i Hiszpanie. Państwo polskie zrobiło wiele – przy pomocy zagranicznych sponsorów – żeby w tym miejscu pamięci zachować aspekt pamięci indywidualnej. Wielojęzyczna strona internetowa oraz imponująca aktywność profilu muzeum w Auschwitz na Twitterze to właśnie część tej pracy.

Czy ten fakt może wpłynąć na złagodzenie sporów dotyczących polskiej ustawy? Wszak zdaniem mieszkańców Europy Zachodniej od dawna już obywatele Europy Środkowej i Wschodniej plasują się dość wysoko w umownej skali antysemityzmu. Ten obraz jednak bardziej odpowiada rzeczywistości sprzed 30 lub 50 lat aniżeli obecnej. W czasach komunistycznej dyktatury wspomnienie o zagładzie Żydów było tematem niezwykle drażliwym. Wówczas przy bramie obozu w Auschwitz rzeczywiście znajdował się napis: „Miejsce kaźni narodu polskiego i innych narodów”. W Związku Sowieckim, na przykład w ukraińskim Babim Jarze czy też w obozowych miejscach pamięci, ofiary pochodzenia żydowskiego nie były opisywane jako takie. Dawało się wyczuć osobliwe starania, mające na celu zatarcie znaczenia ogromu ofiar poniesionych przez Żydów.

Dlaczego? Czy przyczyną był antysemityzm? Czy może wprost przeciwnie, obawa komunistów przed wzmacnianiem ducha antysemityzmu w narodzie, co mogło również obrócić się przeciwko niektórym z nich samych?
Powodów jest wiele. Pisarz Andrzej Szczypiorski, którego powieść wojenna pod tytułem „Początek” (w Niemczech wydana pod tytułem „Piękna pani Seidenman”) poruszyła wielu niemieckich czytelników, zasugerował kiedyś inne wyjaśnienie: „Polacy wylali tyle łez, opłakując swoje »własne« ofiary, że dla Żydów tych łez już im po prostu zabrakło”. Z tą teorią sympatyzuje również wielka polska kronikarka okresu zagłady Hanna Krall, która przeżyła Holokaust. Podział obywateli na „obcych” i „swoich” może gorszyć Niemców – lecz niesłusznie. W przeciwieństwie do Europy Zachodniej w tamtych czasach Żydzi w Europie Wschodniej stanowili odrębny naród w pełnym tego słowa znaczeniu: mieli swój własny język i kulturę, własne stowarzyszenia, a nawet partie (socjalistyczne, syjonistyczne, ortodoksyjne), których przedstawiciele zasiadali w polskim i litewskim parlamencie.

A dziś? Jak dziś wygląda życie ludności żydowskiej w Europie Środkowej i Wschodniej? Ci, którzy przeżyli wojnę i nie wyjechali, musieli zmierzyć się z machiną socjalizmu. Uniformizacja i pauperyzacja, do tego zwalczanie wszelkich religii. Te czasy jednak minęły. Kto dziś odwiedzi te strony, znajdzie na ogół synagogi, niepilnowane przez policję. W nazywanej przez niektórych stolicą Żydów na Ukrainie metropolii Dniepr można przeczytać w synagodze, że jej sponsorami byli najbogatsi oligarchowie w kraju. Fakt, że tak otwarcie przyznają się oni do swoich żydowskich korzeni, dla przedstawicieli skrajnej prawicy powinien stanowić nie lada gratkę. Jednak na Ukrainie, gdzie w międzyczasie wykształcił się nowy naród polityczny, najwidoczniej nie jest to żaden problem.

Tak więc obywatele pochodzenia żydowskiego i innego od dziesięcioleci mieszkają i funkcjonują obok siebie na nowych zasadach. Czasy jednak stają się surowsze, również na wschodzie Europy. Można tylko mieć nadzieję i modlić się, by obserwowany obecnie w Polsce przypływ nastrojów nacjonalistycznych nie zniszczył tego, co dopiero niedawno powstało.


Powyższy tekst ukazał się 8 lutego 2018 r. na łamach dziennika „Die Welt”, a jego tłumaczenie w „Rzeczpospolitej
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji „Rzeczpospolitej”

 

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl