Potrzebni na froncie, zbędni po wojnie

6 lutego 2017
II-Korpus-Palestyna-slajd
Gedera – Palestyna (1943 r.), źródło: professorrnr.blogspot.com/

W maju 1944 r. 2. Korpus Polski po heroicznym boju zdobył klasztor na wzgórzu Monte Cassino. Odwagi gratulowali Polakom wszyscy sojusznicy. Po wojnie jednak ci bohaterscy żołnierze stali się wielkim kłopotem zarówno dla nowych władz Polski, jak i dla państw zachodnich. W Polsce Ludowej czekały ich prześladowania, a na Zachodzie, gdzie chcąc nie chcąc osiedli – bieda i zapomnienie.

Rankiem 18 maja 1944 r. do słynnego klasztoru na Monte Cassino po ciężkich walkach dostał się 12. Pułk Ułanów Podolskich. Było tam już tylko szesnastu rannych Niemców pod opieką trzech sanitariuszy. Polscy żołnierze wywiesili na wieży pradawnego opactwa benedyktyńskiego proporzec swojego pułku i biało-czerwoną flagę. Tym samym dokonali niemal niemożliwego: złamali Linię Gustawa i odbili z rąk Niemców jeden z ich najważniejszych punktów oporu we Włoszech.

„Żołnierze 2. Polskiego Korpusu! Jeżeliby mi dano do wyboru między którymikolwiek żołnierzami, których bym chciał mieć pod swoim dowództwem, wybrałbym Was – Polaków” – mówił zaraz po bitwie marszałek polny British Army Harold Alexander.

Po bitwie o Monte Cassino 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa kontynuował zwycięski marsz. 18 lipca 1944 r. jego żołnierze weszli do Ankony, ważnego strategicznie portu. 21 kwietnia 1945 r. 9. Batalion Strzelców Karpackich jako pierwsza jednostka wojsk sprzymierzonych wszedł do Bolonii – nad kolejnym włoskim miastem załopotała polska flaga. Dopiero dwie godziny później pojawili się Amerykanie. Bolończycy entuzjastycznie witali bohaterskich Polaków, którzy uwolnili ich od okupacji niemieckiej. Polacy wierzyli, że niedługo w ten sam sposób wyzwolą swoją ojczyznę. Historia potoczyła się niestety inaczej.

W oczekiwaniu na wojnę z Sowietami

Po zajęciu Bolonii 2. Korpus Polski przeszedł na tyły brytyjskiej 8. Armii. Kwatera główna dowództwa 2. Korpusu znajdowała się na północ od Imoli, żołnierze natomiast zostali zakwaterowani pomiędzy Bolonią, Rimini a Imolą. Po zakończeniu wojny w Europie polskie wojsko zostało przeniesione w okolice Ankony.

Dlaczego po zajęciu Bolonii polskie wojsko wycofano z frontu i przeniesiono na południe? Pojawiały się opinie, że chodziło o wyeliminowanie Polaków z udziału w ostatecznym zwycięstwie nad Niemcami. Jednak prawdziwe przyczyny miały najprawdopodobniej bardziej praktyczny charakter: alianci obawiali się, że inaczej dojdzie do spotkania żołnierzy Andersa z Armią Czerwoną. 8. Armia brytyjska kierowała się na północny wschód, w kierunku Triestu i austriackiego Klagenfurtu. Do spotkania z Sowietami prędzej czy później musiałoby dojść. Kłopotliwe byłoby też zetknięcie się Polaków z jugosłowiańskimi partyzantami pod dowództwem Josipa Broza Tity. Zresztą między Brytyjczykami a titowcami także nie brakowało spięć.

Żołnierze gen. Andersa naiwnie sądzili, że mają jeszcze do odegrania dużą rolę w Europie. Byli gotowi na walkę z Armią Czerwoną w spodziewanej III wojnie światowej. Miała ona się rozpocząć po ostatecznym pokonaniu III Rzeszy, które właśnie nastąpiło.

Lecz wykrwawiona wojną Europa nie miała ochoty na dalsze walki. W Jałcie zgodzono się na oddanie większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod władzę Józefa Stalina. Oznaczało to utratę przez Polskę Kresów Wschodnich i zależność całego państwa od komunistów. Był to wielki cios dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (PSZ).

28 czerwca 1945 r. w Polsce powstał Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, zainstalowany i kontrolowany przez Związek Sowiecki. Zaledwie dzień później uznała go oficjalnie Francja, 5 lipca uczyniły to Anglia i Stany Zjednoczone. Rząd emigracyjny na czele z premierem Tomaszem Arciszewskim właściwie stracił rację bytu. Brytyjczycy tolerowali polskie władze w Londynie, nie mieli jednak zamiaru specjalnie się z nimi liczyć. Inaczej wyglądała sprawa z tysiącami polskich żołnierzy.

Wielkie rozczarowanie

„Zostaliśmy w tej chwili jedyną cząstką Narodu Polskiego, która ma możność i obowiązek głośnego wyrażania swej woli i właśnie dlatego trzeba, abyśmy słowem i czynem dziś stwierdzili, że jesteśmy wierni przysiędze żołnierskiej, wierni naszym obywatelskim obowiązkom względem Ojczyzny. […] Zmuszony dziś do milczenia Kraj patrzy w naszą stronę. Chce nas widzieć na Ziemi Ojczystej, do której dążymy i tęsknimy z całego serca, ale chce nas widzieć nie jako niewolników obcej przemocy; chce nas widzieć… jako zwiastunów prawdziwej wolności” – to fragment rozkazu Władysława Andersa z 6 lipca 1945 r. Były to jednak tylko pobożne życzenia. Nikt nie chciał dalszych walk w Europie, a bojowniczo nastawieni Polacy byli dla wszystkich wielkim kłopotem.

W tym samym piśmie generał podtrzymywał nadzieję wśród swoich żołnierzy: „Trzeba nam w zwartych, karnych szeregach czekać na pomyślną zmianę warunków. Zmiana ta nadejść musi”.

Przepełnieni tą nadzieją Polacy postanowili utrzymywać gotowość bojową na wypadek walk z ZSRR. W 5. Kresowej Dywizji Piechoty prowadzono zajęcia z rozpoznawania trzynastu typów samolotów sowieckich. W dokumentach szkoleniowych określano te ćwiczenia jako „rozpoznawanie cech charakterystycznych poszczególnych typów samolotów i wyrobienie oka”, a brali w nich udział żołnierze 5. Kresowego Pułku Artylerii Przeciwlotniczej Lekkiej. Z kolei wchodzący w skład tej samej dywizji 5. Kresowy Pułk Artylerii Przeciwpancernej zajmował się studiowaniem składu – jak napisano w dokumentacji – „czerwonego korpusu czołgów”.

Trzeba dodać, że 5. Kresowa Dywizja Piechoty powstała w 1943 r. z połączenia 5. Wileńskiej Brygady Piechoty oraz 6. Lwowskiej Brygady Piechoty. W jej składzie walczyli przede wszystkim Polacy z Kresów Wschodnich. Im szczególnie zależało na dalszej walce z Sowietami – po konferencji w Jałcie ich rodzinne ziemie stały się integralną częścią ZSRR.

Polacy brali pod uwagę możliwość inwazji sowieckiej na Włochy, którą wówczas mógłby odeprzeć właśnie gotowy do boju 2. Korpus Polski. W grudniu 1945 r. odbyły się nawet specjalne ćwiczenia pod kryptonimem „Massa Lombarda” – ich założeniem miała być obrona 100-kilometrowego odcinka od Adriatyku na Zachód. 2. Korpus Polski od połowy 1945 r. ciągle zwiększał też swoją liczebność, ponieważ zaciągali się do niego polscy żołnierze wyzwoleni z niemieckich obozów jenieckich. Trafiali tam też weterani Powstania Warszawskiego. 1 maja 1945 r. 2. Korpus Polski liczył ok. 81 tysięcy żołnierzy, a 1 sierpnia 1945 r. było ich już ok. 113 tysięcy.

Niechciani w Londynie i Warszawie

Uznanie rządu lubelskiego przez mocarstwa zachodnie było pierwszym sygnałem, że wojna aliantów z ZSRR jest tylko mrzonką. Kolejnym były działania Brytyjczyków w stosunku do 2. Korpusu Polskiego.

Już od 1945 r. trwały tajne polsko-brytyjskie rokowania w sprawie przyszłości PSZ. Rozmowy zainicjował Londyn, co tylko potwierdzało, jak wielki kłopot dla niego stanowią tysiące rozgoryczonych polskich żołnierzy. Delegowanie na rozmowy do Londynu ze strony Warszawy gen. Karola Świerczewskiego miało z kolei zniechęcić żołnierzy do powrotu nad Wisłę. Dla Polski Ludowej tak wielka liczba doświadczonych w boju i nastawionych antykomunistycznie wojskowych również była niewygodna. Ostatecznie szefem polskiej misji został gen. Izydor Modelski, ale i tak skutecznie zniechęcono członków PSZ do „nowej” Polski. Powrót Modelskiego do Warszawy na początku 1947 r. ostatecznie przypieczętował fiasko tej inicjatywy.

W styczniu 1946 r. brytyjskie dowództwo uznało, że „trzeba podjąć wszelkie próby, ażeby uzyskać współpracę Andersa, wzywając go do Londynu na konsultacje z ministrem spraw zagranicznych i premierem”. Gen. Władysław Anders przyjechał więc do Londynu na rozmowy. W razie ich niepowodzenia, to znaczy braku zgody generała na rozwiązania proponowane przez Brytyjczyków, dopuszczali oni nawet siłowe zatrzymanie go w Wielkiej Brytanii i uniemożliwienie mu powrotu do Włoch.

Podczas tego spotkania byli także obecni inni dowódcy polscy. Premier Clement Attlee zakomunikował otwarcie: „Demobilizacja PSZ została postanowiona. Rząd Jej Królewskiej Mości doszedł do porozumienia z rządem warszawskim odnośnie do dobrego traktowania żołnierzy powracających do Polski i będzie jak najbardziej popierał ich powrót jako najlepsze rozwiązanie”.

W marcu 1946 r. powstał w Londynie Komitet ds. Polskich Sił Zbrojnych. Żołnierze 2. Korpusu Polskiego mieli trafić na Wyspy. Większość planowano repatriować do Polski, reszta miała się osiedlić i podjąć pracę zawodową w Wielkiej Brytanii.

Po tych wydarzeniach do Polski wyjechało kolejnych 68 tysięcy ludzi (wcześniej do „wyzwolonej” Polski wracali głównie jeńcy niemieckich obozów jenieckich, którzy – w przeciwieństwie do doświadczonych żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, znających piekło Syberii – nie mieli okazji przekonać się o prawdziwym obliczu Sowietów).

Polski Korpus Rozmieszczenia i Przysposobienia

Pozostałymi musieli zaopiekować się Brytyjczycy i w tym właśnie celu powstał Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPiR), w języku angielskim Polish Resettlement Corps. Jego zadaniem było przeprowadzenie demobilizacji polskich żołnierzy i przygotowanie ich do pracy zawodowej. W przypadku młodych szeregowych żołnierzy cel ten można było zrealizować dość łatwo, kadra oficerska natomiast, posiadająca jedynie wykształcenie wojskowe, często niezbyt dobrze władająca językiem angielskim, miała wielkie trudności z przystosowaniem się do nowych warunków. Polscy oficerowie musieli imać się niekiedy prac fizycznych, aby przeżyć na granicy minimum egzystencji, i to bez większych perspektyw na polepszenie bytu. Wielu więc popadło w depresję, a nawet zdarzały się akty samobójcze.

PKPiR miał być rozwiązany z chwilą, kiedy wszystkim jego członkom uda się rozpocząć normalne życie w społeczeństwie brytyjskim. Kredyty rządowe na działalność PKPiR były zabezpieczone do 18 lipca 1948 r. Z tej opieki mogły korzystać jedynie osoby, które służyły w PSZ przed 1 czerwca 1945.

Przed żołnierzami należącymi do PKPiR postawiono cztery możliwości:
– powrót w dowolnym terminie do Polski (chętnym gwarantowano darmową podróż, dwumiesięczny żołd i odprawę – razem ok. 100 funtów),
– emigracja w dowolnym terminie do innych krajów (warunki takie same, jak w przypadku powrotu do Polski),
– zaciągnięcie się do armii brytyjskiej (według obowiązujących tu kryteriów),
– podjęcie pracy zawodowej (według obowiązujących Wielkiej Brytanii regulacji prawnych).

Bunt Sulika

„W pełni doceniamy wysiłki i dobrą wolę rządu brytyjskiego w kierunku zapewnienia przyszłości naszym żołnierzom, marynarzom i lotnikom oraz ich bliskim, których wyrazem są powzięte postanowienia i gotowi jesteśmy z naszej strony przyczynić się do ich urzeczywistnienia w poczuciu odpowiedzialności za los naszych podkomendnych i towarzyszy broni” – tak pisali do szefa Foreign Office Ernesta Bevina polscy generałowie.

Polski rząd w Londynie zdecydowanie sprzeciwił się tym planom. Trzy dni po ujawnieniu pomysłu powołania PKPiR prezydent RP na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz ogłosił, że „żołnierze Polskich Sił Zbrojnych, bez względu na narzucone im warunki, nie przestają być żołnierzami Rzeczypospolitej Polskiej, a prawa i obowiązki ich stąd wynikające są nienaruszone”.

Żołnierze 2. Korpusu bardziej utożsamiali się z nastrojami rządu niż generalicji. „Ówczesny Londyn był zastraszony i służalczy… w masach żołnierskich 2. Korpusu trwał duch zdecydowanie bojowy” – pisał we wspomnieniach dziennikarz i żołnierz Zbigniew Jasiński.

Podczas wizyty gen. Andersa w Londynie wśród oficerów 2. Korpusu zawiązała się grupa buntowników pod przewodnictwem gen. Nikodema Sulika, dowódcy 5. Kresowej Dywizji Piechoty. Twierdzili oni, że należy odmówić przeniesienia 2. Korpusu Polskiego do Wielkiej Brytanii. Ich protest miał osiągnąć dwa cele: polityczny (poruszenie opinii publicznej na świecie) i społeczny (upomnienie się o wszystkich Polaków przebywających poza granicami kraju, którym dzieje się krzywda).

„Gdy likwiduje się Wojsko Polskie, ostatni zewnętrzny symbol polskości na terenie emigracji, musimy zaprotestować przeciwko tej krzywdzie, jaka spotyka Naród polski” – twierdził ppłk Piotr Harcaj, jeden z protestujących.

Cele polityczne i społeczne jednak nie dla wszystkich były wystarczające. Niektórzy mieli zamiar wziąć sprawy we własne ręce.

„Majaczyło się nam przejście Korpusu wzdłuż Adriatyku na południe, zajęcie księstwa Bari, wymuszenie na rządzie włoskim młodego króla Humberta żywności, utrzymanie w ten sposób za morzami skrawka niepodległości, podczas gdy bolszewicy okupowali Polskę” – wspominał po latach ks. Walerian Meysztowicz, radca ambasady RP w Watykanie.

Duża część kadry oficerskiej 2. Korpusu marzyła o budowie nowej Polski na terytorium jednej z byłych kolonii niemieckich czy włoskich. Ich planem minimum miało być zorganizowanie polskiej diaspory w jednym konkretnym miejscu. Zdecydowanie byli przeciwni temu, aby „roztopić element polski wśród obcych społeczeństw, zużytkowując polską dzielność i pracę, wchłaniając polską młodość i dynamizm”.

Koniec marzeń

Bezwzględną demobilizację 2. Korpusu Polskiego i ogólnie całych PSZ poparł gen. Władysław Anders. W oświadczeniu z 12 września 1946 r. nakazał wszystkim polskim żołnierzom zapisywanie się do PKPiR.

Autorytet gen. Andersa sprawił, że nie doszło do zbrojnego oporu przeciw zaleceniom Brytyjczyków. W żaden sposób nie zmniejszyło to jednak rozgoryczenia panującego wśród Polaków we Włoszech. Mogli oni osiedlić się na Wyspach, lecz takiego prawa nie miały ich włoskie żony (a takich polsko-włoskich małżeństw było dość sporo). Wielu postanowiło zostać na Półwyspie Apenińskim, gdzie warunki bytowe były gorsze. W dodatku dochodziło do wielu napięć między polskimi weteranami a włoskimi komunistami, którzy po obaleniu faszyzmu doszli do głosu.

„Wtedy, kiedy Korpus był uzbrojoną, zwartą jednostką, nikomu nie chciało się stawiać żądań pod adresem Anglików. Dziś pozwoliliśmy się rozbroić jak barany i na jakiekolwiek żądanie jest za późno. Polskie władze skrzywdziły mnie, bo nie stanęły w obronie moich podstawowych ludzkich praw” – wspominał ten trudny okres Juliusz Mieroszewski, późniejszy publicysta paryskiej „Kultury”.

10 lipca 1947 r. uroczyście złożono sztandary wszystkich jednostek PSZ, w tym też 2. Korpusu Polskiego. Do września 1949 r., kiedy PKPiR został rozwiązany, do Polski Ludowej wróciło ok. 120 tysięcy żołnierzy, w tym ponad 30 generałów bądź dowódców wielkich jednostek i szefów służb.

Większość jednak została w Wielkiej Brytanii lub rozjechała się po całym świecie. Ich wielkie możliwość i zapał rozpłynęły się w morzu państw i narodowości.

„Los nie oszczędził ani Polaków-żołnierzy, którzy dźwigać musieli brzemię tułaczego losu, ani tych powracających do Polski. Mocarstwa swoją polityką nadały im status przegranych zwycięzców” – pisze prof. Mieczysław Nurek, autor książki Gorycz zwycięstwa. Los polskich sił zbrojnych na Zachodzie po II wojnie światowej (Gdańsk 2009).

Większość żołnierzy, którzy zdecydowali się na emigrację, już nigdy nie stanęła na polskiej ziemi. Często z konieczności chwytali się przeróżnych, bardzo mało prestiżowych prac. Na duchu podtrzymywały ich weekendowe spotkania w polskich klubach, gdzie mogli powspominać dawne bohaterskie dzieje oraz dyskutować o bieżącej polityce i sytuacji w ojczyźnie. Ich los w większości przypadków był bardzo smutny.

Kiedy ich koledzy z brytyjskiej armii – ci sami, którzy ich tak podziwiali za bohaterski szturm na Monte Cassino – otrzymywali kolejne awanse i odznaczenia, Polacy, zapomniani i zniechęceni, ledwo wiązali koniec z końcem. Wielu wyjechało do kolonii brytyjskich, gdzie spotykał ich kolejny zawód: gdy bowiem one uzyskały niepodległość, zaraz wszystkich przybyszów z Wielkiej Brytanii deportowały.

W Polsce Ludowej

Odpowiedzią władz Polski Ludowej na powołanie PKPiR było wydanie uchwały 26 września 1946 r. (unieważniono ją dopiero w ustawie o obywatelstwie z 2009 r.), pozbawiającej polskiego obywatelstwa 76 oficerów Wojska Polskiego. Był wśród nich także gen. Władysław Anders.

W pierwszych latach po wojnie do Polski powróciło ok. 105 tysięcy żołnierzy PSZ, żołnierze Armii Andersa jednak stanowili niewielką ich część. W dużej mierze byli to dawni zesłańcy syberyjscy, więc nie mieli złudzeń co do intencji komunistów.

Władze komunistyczne inwigilowały 2. Korpus Polski jeszcze podczas jego pobytu na Półwyspie Apenińskim. Na mocy porozumienia na linii Londyn–Warszawa we Włoszech utworzono Polską Misję Likwidacyjną, której szefem został pułkownik Armii Ludowej Kazimierz Sidor. Miał odpowiadać za repatriację żołnierzy z Armii Andersa do Polski, przede wszystkim jednak skupiał się na zwalczaniu wpływów samego dowódcy i jego oczernianiu. W 1947 r. podczas pobytu w Rzymie wydał książkę pt. W niewoli u Andersa. Była to szczególnie niskich lotów publikacja propagandowa.

Około trzecia część oficerów, którzy zdecydowali się na powrót do Polski Ludowej, otrzymała angaż w wojsku. Reszta starała się wieść normalne życie, lecz wszyscy znajdowali się pod stałą obserwacją służb. Najgorzej mieli ci, którzy postanowili wrócić do swoich rodzinnych stron na Kresach Wschodnich, znajdujących się już poza granicami Polski. Ponad 300 żołnierzy z 2. Korpusu Polskiego znalazło się w Obozie dla Wyzwolonych Jeńców Wojennych i Internowanych Obywateli w Grodnie. Poza tym kilkuset przewinęło się przed podobny obóz w Wilnie. Do tego trzeba doliczyć wracających na własną rękę.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 r. funkcjonariusze bezpieczeństwa Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej przystąpili do masowych aresztowań byłych członków PSZ wraz z ich rodzinami. Wszystkich ich wywieziono do obwodu irkuckiego. Dla niektórych była to już druga wywózka na Sybir, z którego wcześniej wyszli z armią Andersa.  Skonfiskowano im mienie i zabrano wszystkie odznaczenia. Łącznie zesłano wówczas ponad 4 tysiące ludzi z terenów dzisiejszej Litwy i Białorusi.

Na powrót zezwolono im dopiero w 1956 r., a zamiast zrabowanego mienia otrzymali jedynie skromne pieniężne rekompensaty. W 2003 r. na terenie Białorusi żyło jeszcze 23 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego. Żaden z nich nie posiadał uprawnień kombatanckich.

Niesprawiedliwość

„I tak z noszonych na rękach «dzielnych sprzymierzeńców», «bohaterskich lotników», «aniołów zemsty», polscy piloci i żołnierze stali się «ciężarem», «utrapieniem» czy wręcz «nielegalnymi najemnikami»” – trafnie określił los polskich oficerów w Wielkiej Brytanii po wojnie autor znanego bloga historycznego Mateusz Biskup.

Niełatwo ocenić dziś, z perspektywy czasu, która decyzja była lepsza: powrót do zniewolonej ojczyzny czy pozostanie na emigracji. Pierwsi wrócili do swych rodzin i ojczyzny, lecz cały czas byli prześladowani przez aparat komunistyczny. Drudzy mogli się cieszyć wolnością osobistą, ale musieli żyć w biedzie i tęsknocie za ojczyzną. Doskwierało im wyobcowanie i poczucie wielkiej niesprawiedliwości.

Najlepszą ilustracją sytuacji polskich żołnierzy po drugiej wojnie światowej są losy trzech najbardziej znanych polskich generałów:

Gen. Stanisław Maczek – po wojnie pracował jako sprzedawca i barman w hotelu. Nie chwalił się swoją przeszłością, znali ją tylko najbliżsi. Dożył wolnej Polski (zmarł w 1994 r.), ta jednak nie potrafiła mu należycie odpłacić za jego dokonania wojenne. Umarł w biedzie.

Gen. Stanisław Sosabowski – uczyniony kozłem ofiarnym za niepowodzenia operacji Market Garden, został pozbawiony wszelkich świadczeń wojskowych ze strony Brytyjczyków. Pracował aż do śmierci, zmarł na zawał serca.

Gen. Władysław Anders – otrzymywał skromną emeryturę od Brytyjczyków. Działał na rzecz uwolnienia Polaków więzionych w łagrach, w 1956 r. poprowadził marsz 20 tysięcy polskich emigrantów w Londynie. Zmarł 12 maja 1970 r., dokładnie w 26. rocznicę bitwy pod Monte Cassino. Zgodnie ze swoją ostatnią wolą pochowano go na cmentarzu wojennym na Monte Cassino. Chciał spocząć wśród swoich żołnierzy. Podobnie jak większość z nich, nie doczekał wolnej Polski, o którą walczył.

Bartosz Bolesławski

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl