W 1920 r. chodziło o zdruzgotanie Polski – rozmowa z prof. Andrzejem Nowakiem (cz. II)

10 listopada 2017
Prof. Andrzej Nowak. Fot. Damian Klamka / East News.
Prof. Andrzej Nowak. Fot. Damian Klamka / East News.

W polskim społeczeństwie pod koniec XIX w. i na początku XX w. odbywała się wytrwała praca polityczna i kulturalna, prowadzona przez narodowców, niepodległościowych socjalistów i przede wszystkim partie ludowe o tożsamości patriotycznej (PSL „Piast”). Przyniosła ona taki skutek, że ogromna większość chłopów czuła się w 1918 r. nie tyle członkami klasy, którą można zwrócić przeciw „panom”, ale czuła się przede wszystkim Polakami, chcącymi bronić kraju przeciwko najeźdźcom z Rosji druga część rozmowy z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem i sowietologiem.

Wszystko rozstrzygnęło się w Bitwie Warszawskiej w następnym roku, ale to już zupełnie inna historia. Chciałbym jednak zapytać o „wątek polski” w rewolucji. Początkowo wielu Polaków zajmowało wysokie stanowiska w partii bolszewickiej, wystarczy wymienić Feliksa Dzierżyńskiego i Juliana Marchlewskiego. Od ich nazwisk na zachodnich rubieżach Rosji sowieckiej powstały autonomiczne polskie regiony Dzierżyńszczyzna i Marchlewszczyzna. Polacy mieli tam większe przywileje niż reszta obywateli sowieckich. Potem jednak w latach 30. wydarzyła się ludobójcza „Operacja Polska NKWD” (zamordowano ponad 100 tys. Polaków), w końcu także Katyń. Skąd ta zmiana polityki komunistów w stosunku do narodu polskiego?

Rzeczywiście Polacy stanowili dużą część aktywistów ruchu bolszewickiego. Ok. 20-30 tys. naszych rodaków brało udział, na różnych szczeblach, w walkach Armii Czerwonej czy też w tworzeniu aparatu państwa sowieckiego. Dodam jeszcze, że najliczniej obsadzony ze wszystkich komisariatów w ramach Komisariatu ds. Narodowości (kierował nim Józef Stalin) był właśnie komisariat polski, gdzie pracowało kilkaset osób pochodzenia polskiego.

Najkrócej można by powiedzieć, że wiąże się to ze zjawiskiem porzucenia sprawy narodowej przez część działaczy socjalistycznych pod koniec XIX wieku. Działali oni zgodnie z tezą Róży Luksemburg, wcześniej głoszoną też przez Ludwika Waryńskiego, zgodnie z którą sprawa narodowa nie była już ważna, a wręcz uznawana za reakcyjną. Nowym priorytetem stała się kwestia międzynarodowego proletariatu, a Polska przez sto lat na tyle zrosła się ze strukturami gospodarczymi i społecznymi państw zaborczych, że walkę o wyzwolenie społeczne należy prowadzić w ich ramach. Celem nie była już dla nich odbudowa niepodległego państwa polskiego, lecz światowa rewolucja socjalistyczna.

Za tą ideologią poszła Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy na czele z Dzierżyńskim i Marchlewskim. Mieli dziesiątki tysięcy zwolenników i dla nich wszystkich zwycięstwo rewolucji bolszewickiej w Rosji oznaczało szansę na szerzenie tej ideologii, aż do zwycięskiego końca.

Dla Lenina celem nie było odbudowanie Imperium Rosyjskiego, tyle, że przemalowanego na kolor czerwony. Kolejnym etapem rewolucji miało być jej zwycięstwo w całej Europie. Początkiem drogi do tego był szturm na zachód „przez trupa białej Polski do pożaru światowej rewolucji”, jak głosił rozkaz nowego dowódcy Frontu Zachodniego Michaiła Tuchaczewskiego. Lenin i jego najbliższe otoczenie mieli przekonanie, że rewolucja nie ostoi się w samej Rosji, lecz musi zyskać oparcie w kolejnych silnych krajach. Celem było rozpalenie tego „pożaru” w Niemczech, bolszewicy szli na Berlin. W 1920 r. chodziło o zdruzgotanie Polski, aby połączyć czerwoną Rosję z czerwonymi Niemcami. A połączone siły przemysłu, gospodarki i przede wszystkim proletariatu niemieckiego i rosyjskiego stworzyłyby taką potęgę, która nie mogłaby ulec żadnemu kapitalistycznemu okrążeniu. Taka była wizja polityczna Lenina.

W tej sytuacji jakiekolwiek uleganie rosyjskiej narodowej tradycji imperialnej Lenin uważał za zagrożenie. Budując podstawy bolszewizmu na terenie Rosji chciał zniszczyć to, co stare i co tworzyło podstawy dawnego systemu. Uderzał w rosyjskość, w jej tradycje, chciał je zniszczyć.

Dla wielu polskich towarzyszy było to sympatyczne zjawisko – bolszewicy nie chcieli odbudowywać imperium dwugłowego orła, ale strącali te znienawidzone dwugłowe orły w proch. Taka postawa ułatwiała sprzęgnięcie się z rewolucją wielu komunistów polskiego pochodzenia.

Polacy w Bitwie Warszawskiej trochę jednak pokrzyżowali bolszewikom plany.

Szturm „przez trupa białej Polski” nie powiódł się i Rosja pozostała jedynym centrum rewolucji na następne lata. Pojawił się tam tzw. kryzys komunizmu wojennego. Rabunkowa gospodarka na terenie wsi w latach 1918-1919 była przyczyną straszliwego głodu w 1921 r. Wybuchały bunty chłopskie, np. na terenie guberni tambowskiej bolszewicy zamordowali 200 tys. chłopów; był też bunt marynarzy w bazie Marynarki Wojennej w Kronsztadzie – to wszystko pokazywało, że trzeba skupić się na uspokojeniu sytuacji wewnętrznej i umocnić podstawy władzy. Dlatego bolszewicy musieli chwilowo zrezygnować z ekspansji zewnętrznej, co Lenin zaakceptował w 1921 r. Bazą na następne lata, może nawet dziesięciolecia, stała się Rosja. W związku z tym dopiero zmieniły się także priorytety, co wynikało z logiki owej sytuacji. Stopniowo interes rewolucji, bolszewizmu, zaczął być utożsamiany z interesem geopolitycznym w końcu materialnym, wreszcie po prostu – imperialnym ­ – Rosji. Ostatecznie dokonał tego przeorientowania Stalin.

Stalin postawił na wzmacnianie siły wojskowej państwa. Imperium Rosyjskie pod nową sowiecką barwą musiało być na tyle silne, aby móc wygrać konfrontację z całym kapitalistycznym okrążeniem. W związku z tym Stalin zaczął traktować podejrzliwie wszystkich, którzy mogliby potencjalnie osłabiać wojenne przygotowania. Na początku lat 30. zaczął realizować pomysł oparcia Związku Sowieckiego na rosyjskiej, by tak rzec, tożsamości geopolitycznej.

Podejrzane stawały się osoby narodowości nierosyjskiej, nawet jeśli były najwierniejszymi aparatczykami. A najbardziej podejrzani stali się przedstawiciele tych narodowości, które miały swoje państwa poza systemem ZSRS. Czyli w pierwszej kolejności Polska, uznawana za wroga numer jeden po doświadczeniach roku 1920.

Skoro Polska była głównym wrogiem, to każdy Polak w ZSRS, nawet komunista, stawał się w oczach Stalina podejrzany jako potencjalny agent. Na tej samej zasadzie byli prześladowani mniej liczni przedstawiciele takich mniejszości, jak Niemcy czy Finowie. Zostali po prostu uznani za potencjalną „piątą kolumnę” swoich narodowych państw.

Takie było uzasadnienie reorientacji w polityce wewnętrznej Moskwy, jaką Stalin zapoczątkował w 1934 r. Wtedy nastąpił cały szereg decyzji Politbiura, kierowanego już wyłącznie przez Stalina, które pokazywały, że za rdzeń państwa uznana jest Rosja i rosyjskość.

Tym sposobem rozpoczęła się seria bezprecedensowych w ludobójczej skali prześladowań mniejszości narodowych w Związku Sowieckim. Największą ofiarą stali się Polacy.

Na początku istnienia Związku Sowieckiego Polaków w komunistycznej partii było dużo, jednak Polska jako państwo i naród zawsze była bardzo oporna na komunizm. Józef Stalin powiedział nawet kiedyś, że komunizm pasuje do Polaków jak siodło do krowy. Z czego wynikał ten niejako genetyczny polski antykomunizm?

Przytoczona przez pana wypowiedź Stalina wynikała też w pewnym stopniu z jego osobistych doświadczeń z Polakami. Choćby taki incydent jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej, kiedy Stalin przyjechał do Krakowa spotkać się z Włodzimierzem Leninem – na stacji kolejowej w Rabce (podczas podróży z Krakowa do Zakopanego) Stalin musiał wyjątkowo długo czekać na obsługę, tylko dlatego, że mówił po rosyjsku. Lenin wytłumaczył młodszemu towarzyszowi, że Polacy nie lubią języka rosyjskiego, a Rosjan uważają za swoich oprawców i prześladowców. Stalin stykał się wcześniej z polskimi rewolucjonistami, ale tutaj miał okazję namacalnie przekonać się, że polski patriotyzm ma wektor antyrosyjski.

Kolejne jego przykre doświadczenie z Polakami, już w dużo większej skali, miało miejsce latem 1920 r. Stalin był komisarzem politycznym na froncie południowo-zachodnim i obiecywał towarzyszom z Politbiura, że zdobędzie Lwów i będzie mógł rozwinąć dalej ofensywę bolszewicką na Węgry, Austrię, a nawet Włochy. W lipcu słał telegramy do Włodzimierza Lenina, że po zmiażdżeniu Polski pójdzie na południe, aż do Rzymu.

Nie zdobył Lwowa, a Armia Czerwona zderzyła się tutaj z wielkim oporem polskiej ludności o silnej tożsamości narodowej.

Możemy wspomnieć heroiczną bitwę pod Zadwórzem, zwaną „polskimi Termopilami”, dzięki której udało się przygotować Lwów do obrony.

Pod Zadwórzem walczyli ochotnicy pochodzenia inteligenckiego, młodzi chłopcy ze Lwowa. Zapłacili najwyższą cenę za swoją heroiczną obronę, ich postawę możemy faktycznie porównać do czynu 300 Spartan.

To, że wąskie elity inteligenckie, szlacheckie lub post-szlacheckie, miały bardzo silną tożsamość narodową, nie było żadnym zaskoczeniem dla Stalina. W Rosji też były takie elity, one właśnie tworzyły „białe” armie. Ale chciałem zwrócić uwagę na coś innego. Coś, co różniło właśnie Polskę od Rosji.

Wcześniej Armia Czerwona odnosiła sukcesy na terenie byłego Imperium Rosyjskiego, ponieważ tożsamość narodowa nie zapuściła głębokich korzeni w ludzie (na Ukrainie, Białorusi, także w etnicznej Rosji). Apel do zemsty klasowej lub obojętność narodowa sprawiły, że np. chłopi ukraińscy nie szli do armii Petlury, nie chcieli walczyć o niepodległą Ukrainę. Wspierali Armię Czerwoną, albo bandy anarchistyczne Nestora Machno, albo w ogóle rezygnowali z walki. Stąd też wynikały m.in. różnice w liczbach między Armią Czerwoną a armiami „białych”, o których wcześniej mówiłem. „Białe” armie nie rozwinęły się, bo brakowało ochotników chcących bronić rosyjskiej sprawy narodowej.

Duża część chłopstwa rosyjskiego pozostała obojętna w początkowym okresie bolszewizmu, nie stawiała oporu. Potem oczywiście w niektórych regionach Rosji chłopi podnosili bunty, ale już na tle wyłącznie społecznym nie narodowym. Było już jednak za późno.

W polskim społeczeństwie pod koniec XIX w. i na początku XX w. odbywała się wytrwała praca polityczna i kulturalna, prowadzona przez narodowców, niepodległościowych socjalistów i przede wszystkim partie ludowe o tożsamości patriotycznej (PSL „Piast”). Przyniosła ona taki skutek, że ogromna większość chłopów czuła się w 1918 r. nie tyle członkami klasy, którą można zwrócić przeciw „panom”, ale czuła się przede wszystkim Polakami, chcącymi bronić kraju przeciwko najeźdźcom z Rosji.

Było to doświadczenie szokujące dla bolszewików. Jeden z dowódców Armii Czerwonej, Klimient Woroszyłow, który wspólnie ze Stalinem atakował Lwów, pisał na początku września 1920 r. w telegramie, że „przeklęta ciemna Polska” nie dorosła do bolszewickich ideałów i zamiast słuchać postępowych haseł, woli bronić swojej niepodległości. To było twarde zderzenie bolszewików z „przeklętą ciemną Polską” – liczyli, że będą witani jako wyzwoliciele ludu pracującego, a Polacy potraktowali ich jako najeźdźców.

Rozumiem, że to przykre doświadczenie Stalina wpłynęło potem na jego postępowanie wobec Polaków, kiedy był już wodzem sowieckiej Rosji?

Józef Stalin przeżył to doświadczenie głęboko, także dlatego, że niepowodzenie szturmu na Lwów było jego osobistą kompromitacją i upokorzeniem. Z tego powodu jego pozycja w Politbiurze na jakiś czas się osłabiła.

Niektórzy uważają, że to był właśnie powód jego zemsty na Polakach w latach 1939-1940 i przesłanka do decyzji o wymordowaniu oficerów w Katyniu. Ja akurat nie podzielam tego poglądu. Stalin zdecydował się na ten ludobójczy akt wskutek zimnej kalkulacji politycznej. Po prostu chciał usunąć elity polityczne i kulturalne narodu polskiego, ponieważ miał zamiar za chwilę cały ten naród podbijać i ujarzmić.

Abstrahując jednak od tego – już w 1920 r. kierownictwo bolszewickie przekonało się namacalnie, że Polska w przeciwieństwie do innych społeczności na terenie Imperium Rosyjskiego, odrzuca koncepcje bolszewizmu i wybiera tożsamość narodową, patriotyczną. Było to zderzenie między kulturą pozbawioną korzeni narodowych, a kulturą głęboko zakorzenioną, w której chłopi nie rozpoznawali się w ideale Aleksandra Kostki-Napierskiego (prowadzącego w XVII wieku chłopów na dwory) czy Jakuba Szeli (kierującego rzezią szlacheckich majątków w 1846), ale odwoływali się do wizji naczelnika Tadeusza Kościuszki w chłopskiej sukmanie, do Bartosa Głowackiego. Ideałem był więc szlachecki przywódca wiodący chłopów do walki narodowej, związanej jednocześnie z poprawą ich bytu społecznego.

Stanowiło to zasadniczą różnicę w stosunku do chłopstwa rosyjskiego, dla którego mitycznym ideałem były postaci Stienki Razina czy Jemieliana Pugaczowa, liderów wielkich powstań, częściowo chłopskich. Kończyły się one wielką rzezią, ale z pewnością nie budowały żadnej tożsamości narodowej.

Józef Stalin zadawał sobie już z tego doskonale sprawę, kiedy wkraczał jako zwycięski przywódca ZSRS na ziemie polskie podczas II wojny światowej. Stąd wzięły się decyzje o eksterminacji polskich elit narodowych, bo od tego planował zacząć długotrwałą prace nad zdobytą Polską, żeby jednak wtłoczyć to siodło komunizmu na grzbiet polskiej krowy.

Po doświadczeniach roku 1920 wódz Związku Sowieckiego wiedział, że będzie to wymagało wyjątkowej dawki przemocy i manipulacji. Przemoc zaczął od obcięcia głowy, czyli likwidacji polskich elit. Miała na to miejsce wejść zupełnie inna i obca głowa, chociaż pomalowana na wzór polski, z czamarką Kościuszki. Tyle że pod tą czamarką miały być myśli dyktowane z Moskwy, a nie myśli wypływające z polskiej tradycji kościuszkowskiej. Nawiązuję tutaj oczywiście do symboliki, którą Stalin nadał swoim komunistycznym działaczom w Polsce – I Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki czy Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki, która wzywała do powstania w Warszawie w sierpniu 1944 r.

Po likwidacji i wymianie „głowy” miał się zacząć znacznie trudniejszy proces przemienienia społeczeństwa polskiego, ukształtowanego poprzez oddziaływanie owych patriotycznych elit. Polacy mieli być poddanie „pierekowce”, czyli przekuciu polskiej tożsamości na uległą i podporządkowaną interesom komunistycznej Moskwy.

Chciałbym jeszcze na koniec przejść do tego, jak dzisiaj postrzegany jest komunizm. Mamy takie dwa dość znaczące przykłady – niedawno otworzono w Brukseli Dom Historii Europejskiej, gdzie Józef Stalin jest przedstawiany przede wszystkim jako pogromca nazizmu, o jego zbrodniach się nie wspomina. Drugi przykład – Parlament Europejski ustanowił dzień 23 sierpnia (rocznica Paktu Ribbentrop-Mołotow) Europejskim Dniem Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu. Słowo komunizm zostało zastąpione słowem „stalinizm”, tak jakby komunizm nie był zły, tylko Józef Stalin go wypaczył. Z czego wynika to uporczywe wybielanie komunizmu?

Komunistyczna ideologia wykonała zwycięski marsz przez instytucje kulturalne i naukowe w krajach zachodnich. Marsz, o którym śnił i który przewidywał Antonio Gramsci, włoski teoretyk komunizmu. Według niego drogą do zwycięstwa komunizmu było zarażenie elit intelektualnych tą ideologią. W dużej mierze jego sen się spełnił.

Powody powodzenia, jakim komunizm cieszy się wśród elit zachodnich, są zróżnicowane. Wymieńmy te pochodzące jeszcze sprzed II wojny światowej.

Przede wszystkim wielki kryzys gospodarczy 1929 r. Wtedy niewiele wiedziano o funkcjonowaniu Związku Sowieckiego i zrodził się mit, że za żelazną kurtyną gospodarka znakomicie się rozwija, realizowany jest plan 5-letni, wszystko się modernizuje, uprzemysławia itd. Zachód grzązł w kryzysach i wojnach, co wzmacniało mit o pomyślności Rosji Sowieckiej.

Poza tym sympatycy komunizmu na zachodzie znakomicie wygrali propagandowo udział Związku Sowieckiego w II wojnie światowej. Interpretowano ten udział zgodnie z intencjami Stalina, czyli przede wszystkim w taki sposób, że oto Moskwa przystąpiła do niej dopiero w 1941 r. i nie była wcześniej sojusznikiem Adolfa Hitlera. Forsowano też tezę, że praktycznie to sam ZSRS wygrał z Niemcami. To chwyt propagandowy, ale bardzo skuteczny, bo przecież rzeczywiście miliony żołnierzy Armii Czerwonej zginęły w walce. Inna sprawa, że nie odegraliby tak doniosłej roli, gdyby nie amerykańskie zaopatrzenie, które pozwoliło im walczyć. Powstał wtedy ten stereotyp „dobrego Iwana” wyzwoliciela, który sam uratował świat przed najgorszym, czyli triumfem nazizmu. A kierował „dobrym Iwanem” – mądry „wujek Józek” (uncle Joe – jak propaganda na Zachodzie pieszczotliwie nazywała Stalina).

Po trzecie trzeba wspomnieć o pewnych cechach samej ideologii komunistycznej, które łechcą próżność intelektualistów – możemy świat zmieniać przy pomocy idei, naginać do nich rzeczywistość, a że przy okazji zginą tysiące ludzi? Może w Rosji muszą ginąć tysiące, bo to taki trochę dziki kraj, ale u nas na Zachodzie komunizm będzie inny, lepszy, łagodniejszy, bardziej ideowy. Tego typu myślenie bardzo skutecznie utrwalało ideologię komunistyczną na wydziałach nauk społecznych i humanistycznych w krajach Europy zachodniej i Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście działały także struktury partii komunistycznych podległych Moskwie, albo alternatywne wobec nich, ale równie wierne ideologicznie partie z międzynarodówki trockistowskiej. Niezależnie od tego, która obediencja przeważała, komunizm umacniał się wśród zachodnich elit. Inspiracja marksizmem była uważana za nobilitującą, zarówno w kręgu tych elit, jak też była zakorzeniona w realnej polityce państw zachodnich.

Partie komunistyczne i socjaldemokratyczne niekiedy ze sobą rywalizowały, ale częściej współpracowały – w Hiszpanii, Portugalii czy Włoszech. W niektórych państwach partie pochodzenia komunistycznego stały się bardzo ważną częścią establishmentu politycznego i były tam uważane za część ruchu „postępowego”, „pozytywnego”, „wolnościowego”.

Połączone siły establishmentu politycznego i elit kulturalno-akademickich sprawiły, że właściwie to niebezpiecznie jest mówić źle o komunizmie, a zwłaszcza o Karolu Marksie, na terenie ich oddziaływania.

Dom Historii Europejskiej jest właśnie tego wyrazem. Przypomnę, że jest to muzeum stworzone z inicjatywy niemieckiej socjaldemokracji, która z dumą podkreśla swoje związki z korzeniami marksistowskimi. Marks jest niewątpliwie największym bohaterem w tym Muzeum. Marks jako twórca „ideologii wyzwolicielskiej”, „przywracającej godność” klasie robotniczej, dającej szansę na jakiś pozytywny rozwój w stosunku do tego czarnego tła kapitalizmu, nacjonalizmu i „religianctwa”.

Mimo że przyjęto do Unii Europejskiej państwa, które doświadczyły realnego komunizmu i prześladowań milionów osób, to dominujące w jej strukturach kraje Europy zachodniej z tą swoją wielką siłą komunistycznego, neo- czy post-marksistowskiego (wszystkie określenia mają swoje uzasadnienie) establishmentu sprawiają, że pamięć o realnych zbrodniach komunizmu jest tłumiona, uważana za dziwactwo bądź skrzywienie antykomunizmu.

Antykomunista – to jest najgorsza obelga, jaką można usłyszeć na terenie oddziaływania owego establishmentu. Rzuca się nią często w ludzi z Europy Wschodniej, uznawanej na Zachodzie za trochę gorszą i głupszą, która nie wie, co jest „słuszne i postępowe”.

Jakimś ustępstwem wobec naszych doświadczeń było ustanowienie drugiego dnia europejskiej pamięci na 23 sierpnia. W przeciwieństwie jednak do pierwszego i rzeczywiście obchodzonego Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu (27 stycznia – wyzwolenie KL Auschwitz przez Armię Czerwoną), rocznica Paktu Ribbentrop-Mołotow jest całkowicie pomijana w Europie Zachodniej. Wygląda to trochę jak ochłap rzucony wrażliwości historycznej krajów naszej części kontynentu, w żadnym wypadku nie  traktowany jednak jako zobowiązanie do realnej pamięci i przemyślenia doświadczenia komunizmu w krajach Europy zachodniej. Przeciwnie, ich elity próbują skolonizować swoją wizją naszą pamięć. Niestety taki stan rzeczy trwa do dzisiaj.

Rozmawiał Bartosz Bolesławski

Przeczytaj pierwszą część rozmowy

Ta strona wykorzystuje pliki cookie dla lepszego działania serwisu. Możesz zablokować pliki cookie w ustawieniach
przeglądarki. Więcej informacji w Polityka prywatności strony.

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl